PLAYLIST

Jessie Ware
"Want Your Feeling"

5.5

Jest wielką oczywistością, że trudno odczepić wizerunek niektórych wykonawców od tworzonej przez nich muzyki. Jaka jest więc artystka, której twórczości powszechnie przypięto leniwą łatkę "smutnego disco"? Niedostępna, elegancka, dostojna, z melancholijnym błyskiem w oku obserwująca świat. Przy okazji nowych singli Jessie wróciłem sobie do Devotion i taka właśnie jest również ta płyta, ale czy smutna? Nie wiem, może, nieistotne zresztą. Zdecydowanie smutne natomiast jest to, że nowe wydawnictwo Angielki zapowiada się kiepsko.

Po kapitalnym "Imagine It Was Us" oczekiwania względem kolejnych kroków Ware znacznie wzrosły. Nie jest to panna, którą obserwowałoby się z wypiekami na twarzy, niemniej funkcjonująca gdzieś tam nieśmiało w sferze cichych nadziei. Cóż, nie pykło, i tak jak "Tough Love", choć rozczarowujące, dało się jeszcze przełknąć (załóżmy, że poziom najsłabszych fragmentów Devotion), tak współpracę z Edem Sheeranem skwitować można jedynie cwaniackim uśmiechem Sundance Kida. Jakby to był gościnny występ u tego rudego pajaca, to może bym ewentualnie spróbował wybaczyć, ale promować tym swoją własną płytę? C’mon, skarbie, serio? Powrotem do formy miało być "Want Your Feeling", kolabo z Devem Hynesem, jednak i tu powinęła się noga i kawałek odnalazłby się co najwyżej na Cupid Deluxe, co – spójrzmy prawdzie w oczy – jest trochę dissem. Łzawe klawisze, smyki, wokal, irytujący motyw w tle – tak, teraz już ewidentnie możemy mówić o czymś brzmiącym (i znowu słowo klucz) smutno. Tylko ta – jak to świetnie ujął Wojtek – adelizacja, nie wyszła Jessice na dobre i "Want Your Feeling" spływa po mnie jak po kaczce. Nuda, a jak już ktoś usilnie szuka na jesień odrobiny pochmurności, highlighty z I Never Learn Lykke Li sprawdzą się dużo lepiej.

Wojciech Chełmecki    
11 września 2014
BIEŻĄCE
Porcys 20.0: 20 porcyscore'owych płyt na 20-lecie serwisu
Wywiad z Young Leosią