PLAYLIST

Jessie Ware
"Running"

7.5

Gdzieś tam w czasach, kiedy chillwave i inne gatunki wspominkowo-mirażowe królowały w każdym kącie niezal sieci, pojawiła się teoria w jednym z cyklu mądrych felietonów, że to wszystko to tak naprawdę projekcja naszych pragnień, byśmy ruszyli tyłki spod kompów, wzięli wolne od ogarniania i poszli na wyimaginowaną plażę. Teoria wtedy w miarę odkrywcza dziś jedzie już koszmarnym truizmem, ale w momencie kiedy te wszystkie londynizmy i subtracty przewijają się tylko i wyłącznie po moim streamingu, zaczynam mieć wrażenie, że wystarczy pozmieniać w niej bohaterów i będzie teraz pasowała jak ulał. W moim życiu jest dość ciepło i jakoś stylowo nie zbliżam się do tego czegoś, co te brzmienia emocjonalnie mają mi opowiadać. Kurde, nawet nie wiem do końca co mam sobie wyobrażać!

Wiem za to, że Jessie Ware była jednym z elementów budujących podstawy tego miejskiego neurotycznego nastroju: przewijała się po utworach SBTRKT-a i Jokera , gdzie często prawie-przejmowała sobą ciężar piosenki. "Running" firmowane tylko jej nazwiskiem też niecnie skrada producentowi trochę propsów, ale kaman, bez wykalkulowania Julio Bashmore’a to ten cały zimny głos by tak nie działał. W efekcie tego doskonałego (i ponownego) sparowania dostajemy jednym z celniejszych strzałów na polu popu, elektroniki i wszystkiego co jest neurotycznie czadowe. Obczajcie też utwór "Valentine" (tym razem z Samphą).

Ryszard Gawroński    
20 lutego 2012
BIEŻĄCE
Porcys 20.0: 20 porcyscore'owych płyt na 20-lecie serwisu
Wywiad z Young Leosią