PLAYLIST

Jay-Z
"Show Me What You Got"

8.5

Cała historia zaczęła się w piątek wieczorem. Każdy szanujący się serwis muzyczny informował o wycieku nowego singla Jaya, podając przy okazji linki prowadzące w sposób bezpośredni lub pośredni do utworu. Momentalnie pojawia się news, że ludzie z Def Jam nie mają pojęcia w jaki sposób doszło do przecieku "świetnie chronionego materiału", a w sprawę angażują FBI, bojąc się że całe Kingdom Come znajdzie się w sieci. W międzyczasie odnośniki do utworu pojawiają się i znikają, co i tak nie ma znaczenia gdyż fama poszła, każdy kto tylko chce zasysa "Show Me What You Got". Wszystko sprawia wrażenie starannie zaplanowanej strategii marketingowej, mającej na celu jeszcze głośniejsze powiedzenie światu, że Hova powraca z nowym albumem. Chociaż udziału służb specjalnych, oczywiście również nie można wykluczyć.

"Get the fuck out the thrown you clone / The King's Back! / Y'all got less than 2 months to get y'all thing together / Good luck!". To jeden z tych fragmentów, który uzasadnia powrót Cartera i uprzedza wszelkie pytania o sens całego szumu jaki się wytworzył w ostatnich dniach. Lirycznie utwór wymiata po całości. Jay jak zawsze niewiarygodnie pewny siebie, pokazuje klasę i serwuje nam rap na najwyższym poziomie. W jego ustach nawet przechwałki typu "I am the Mike Jordan of recording" brzmią niesamowicie wiarygodnie i nie sposób nie przyznać mu racji. Wydaje się, że dzisiaj jedynie Nas jest w stanie dorównać Jayowi, w związku z czym porównanie zbliżających się albumów obu raperów zapowiada się doprawdy intrygująco.

Osobna kwestia to podkład autorstwa Just Blaze’a. Co prawda wykorzystanie sampla z "Show 'Em Whatcha Got" Public Enemy wydaje się zbyt oczywistym zagraniem, a jednocześnie wygląda to odrobinę na żerowanie na klasyce, ale przecież w dużej mierze na tym polega urok hip hopu. Zresztą muzycznych zapożyczeń jest tutaj znacznie więcej, co tylko dodaje utworowi kolorytu. Będące tutaj znakiem rozpoznawczym (zaraz obok saksofonu oczywiście) rozszalałe bębny, przypominają swym żywym brzmieniem i rytmiką, to co wyprawiał Rich Harrison w swych największych przebojach, co rzecz jasna należy uznać za kolejny atut utworu. Ostatecznie wygląda na to, że Jay-Z powraca w wielkim stylu i z typową dla siebie pompą. Zaś samo Kingdom Come, które do tej pory było można uznać za sporą niewiadomą, dzisiaj urosło do rangi najbardziej gorącej premiery roku.

Łukasz Halicki    
9 października 2006
BIEŻĄCE
Porcys 20.0: 20 porcyscore'owych płyt na 20-lecie serwisu
Wywiad z Young Leosią