PLAYLIST

Jay-Z feat. Pharrell
"Blue Magic"

3.0

Dżej i Farelka na dzień dzisiejszy zasilają drużynę rezerw, a na ich pozycje w linii obrony Komercyjnego Popu, wskoczyli odpowiednio Kanye West i Timbaland. Ostatnim godnym odnotowania występem Pharrella w meczu o coś, był album Clipse. Jigga, od czasu powrotu do gry z rzekomej emerytury, nietrafionymi featuringami sprawia dosyć eteryczne wrażenie jakoby był, ale go nie było – tym samym wzbogacając poczet bohaterów "Dziadów". Nic zatem dziwnego, że spotkanie obu hultai przy okazji nowego krążka Jay-Z budzi niepokój nawet wśród najstarszych górali. Przedsięwzięcie o nazwie American Gangster zainspirowane zostało zapewne nie tylko artystycznie, ale i ekonomicznie, najnowszym filmem Ridleya Scotta, o tym samym tytule. El Presidente jak za starych dobrych czasów postanowił zagrać gangsterską kartą. Generalnie jestem z tej sytuacji rad. Każdy pretekst by oszczędzić nam nawijek Hovy bazujących na jego wyciągach bankowych i ekstrawaganckich nawykach konsumenckich jest godny pochwały. W końcu ile można, prawda?

Taaaa. I tym sposobem wyczerpały mi się zapasy dobrego słowa w temacie "Blue Magic". O ile Jay-Z w porę kapnął się, że stary studencki trick z przewracaniem koszulki na drugą stronę nigdy nie był rozsądnym rozwiązaniem problemu świeżości, to Pharrellowi najwyraźniej umknął fakt, że jego bity powoli zwracają uwagę inspektorów sanepidu. Jest rok 2007 i jasnym jest dla mnie, a dla moich sąsiadów wręcz oczywistym, fakt, że połączenie "tłusty drum roll i rachityczny synth" musi odejść. Podobnie jak Leszek Miller, czy Big Brother. Tym bardziej, że z grubsza to samo słyszeliśmy już na wspomnianej płycie Clipse (klawisz to jakby wręcz żywcem wyjętym z "Momma I'm Sorry"). Charakterystyczny pseudo-falset chudziny w refrenie? Nie przeczę, kiedyś miało to swój urok. Jednak słysząc to po raz tysięczny bliższy jestem stwierdzenia: Pharrell pałko, napisz braillem na karteczce "nie potrafię śpiewać", wsadź ją w butelkę i wrzuć do czynnego wulkanu, a będziesz miał większe szanse trafić z tą rewelacją do kogoś, kto o tym jeszcze nie wiedział. Nie mówiąc o tym, że dłuży się to całe cholerstwo niesamowicie. Kurduplowi dla kurażu zaleciłbym wczasy w Ciechocinku, a Hovie polecam obejrzeć jakieś nieruchomości na południu Hiszpanii. Bo jeśli cała płyta utrzyma ten poziom, nie pozostanie mu już nic innego jak powrót na emeryturę.


Zobacz także:

Jay-Z - Show Me What You Got
Jay-Z - Kingdom Come
Jay-Z - The Black Album
Paweł Nowotarski    
15 października 2007
BIEŻĄCE
Porcys 20.0: 20 porcyscore'owych płyt na 20-lecie serwisu
Wywiad z Young Leosią