PLAYLIST

Jarvis
"Running The World"

6.0

"W jakim mieście pracujesz?" zagadnąłem niedawno na imprezie właśnie poznaną blondyneczkę, która parę dni wcześniej przyjechała do Polski na krótki urlop z UK. "Sheffield" odparła, więc teoretycznie powinienem był od razu pomyśleć o odwiecznej rywalizacji United i Wednesday, bo zazwyczaj angielskie miasta kojarzą mi się z klubami piłkarskimi. Nie tym razem jednak, nie tym razem. "Sheffield mówisz, a postawili już Cockerowi pomnik w rodzinnym mieście?" spytałem. "Eee, nie wiem, nie wiem, a Joe Cocker stamtąd pochodzi?" wyraźnie zmieszała się się moja nowa znajoma. Czar tym samym prysł, z blondyneczką nie wymieniłem nawet numeru komórki, tym bardziej, że okazała się fanką Legii Warszawa.

Zróbmy szybki skok z bloga do świata dziesiątej muzy: pamiętacie Audition obdarzonego chorą wyobraźnią Japońca o nazwisku Takashi Miike? Główny bohater tej makabrycznej historii organizował coś na kształt castingu na żonę (że nieco źle na tym wyszedł, to już inna historia). Gdybym sam wpadł kiedyś na podobny pomysł, to jedno z pytań w formularzu wstępnym mogłoby brzmieć: "Z jakim imieniem kojarzy Ci się nazwisko Cocker?" Tylko kandydatki, które odpowiedziałyby zgodnie z moimi oczekiwaniami przechodziłyby do następnej rundy, toteż prawdopodobnie naraziłbym się na odpadnięcie wszystkich potencjalnych małżonek w przedbiegach. W idealnym świecie wyglądałoby to jednak zupełnie inaczej: najatrakcyjniejsza z dziewczyn wyznaje, że trzy moje ulubione albumy Pulp (His'N'Hers, Different Class i This Is Hardcore) to dla niej rejony ósemkowo-dziewiątkowe, kupuje mi nowe dwupłytowe deluxe edition drugiego z tych krążków, następnie słuchając wspólnie bonusowego cd zapoznajemy się nieco bliżej, a po kilku miesiącach dajemy dziecku na imię Jarvis.

Z powyższych wywodów wynika tak naprawdę jedno: Jarvis to Boss. Nie ulega wątpliwości, że koleś rządził zarówno w czasach słynnej inwazji na scenę w trakcie występu Jacko na Brit Awards, jak i później, nawet po rozwiązaniu Pulp. Chociaż mogłoby się wydawać, że od czasu wydania albumu We Love Life w 2001 roku Cocker zniknął ze sceny, to śpieszę donieść, że wbrew pozorom było go tu i ówdzie całkiem sporo. A to trochę pokombinował z kręceniem klipów (między innymi "Sudden Rush" Erlenda to jego dziełko), a to wystąpił w towarzystwie muzyków Radiohead w jednym z filmów o Potterze, a to jakby od niechcenia spłodził parę liryków dla Marianne Faithful czy Charlotte Gainsburg, a to wspólnie z Kidem Loco jako jedyny sprostał porównaniom z wykonaniem oryginalnym udzielając się na albumie z coverami ojca wspomnianej Charlotte, a to całkowicie skradł show wszystkim muzykom śpiewającym w dokumencie o Cohenie I'm Your Man prezentując w duecie z Beth Orton totalnie wymiatającą wersję klasycznego utworu "Death Of A Ladies' Man", a to, a tamto. Wzmożona ostatnio aktywność artysty wskazywała, że nieuchronnie zbliżał się moment reaktywacji Pulp bądź nagrania solowej płyty.

Padło (niestety?) na to drugie. Przy okazji Cocker zrezygnował ze swojego nazwiska stając się na potrzeby nowego etapu kariery po prostu Jarvisem. Jak donosi NME czy inny Q po to, by upodobnić się do Prince'a, Madonny czy J.Lo. Taa, też nie wiem o co chodzi. Sam Jarvis przyznaje wprawdzie, że Lopez jest aktualnie jego największą inspiracją, ale nie słychać tego na szczęście w promującym nowe wydawnictwo utworze "Running The World". Wydaje się jednak, że nie jest to piosenka, która byłaby specjalnie reprezentatywna dla całości spodziewanego wkrótce materiału, skoro były frontman Pulp zapowiada album (tytuł TBA) jako zbiór swoich "most personal songs ever", a singlem czyni kawałek będący najbardziej zaangażowaną wypowiedzią w karierze. Cocker napisał ten numer pod wpływem ubiegłorocznych festynów "Live-8" i jeśli dodam, że w pierwotnej wersji tytułu z przodu było jeszcze słówko "Cunts", to oczywistym stanie się, że nie zrobił tego, by wyrazić aprobatę dla idei Geldofa i reszty.

Trudno niestety padać na kolana przed najnowszym dokonaniem Jarvisa – zdecydowanie wolę kiedy śpiewa o problemach "common people" niż o możnych rządzących światem. Pod względem tekstów mamy więc do czynienia ze zdecydowaną obniżką formy. Także muzycznie trudno czuć się w pełni usatysfakcjonowanym: wystarczy napisać, że na najwybitniejszych albumach Pulp nowy kawałek Cockera byłby jedynie niepotrzebnym nikomu do szczęścia wypełniaczem. Skąd więc ta całkiem solidna szóstka? Piątka – bo to Jarvis w końcu, a ekstra punkt za wersję live "Running The World", którą można obejrzeć na nieocenionym Youtube.

Tomasz Waśko    
15 września 2006
BIEŻĄCE
Porcys 20.0: 20 porcyscore'owych płyt na 20-lecie serwisu
Wywiad z Young Leosią