PLAYLIST
Jack J

Jack J
"Thirstin'" / "Atmosphere"

7.0  /  6.5

Ograniczasz nazwisko do dźwięcznego inicjału i już możesz uchodzić za jakiegoś weterana house'u. A jeszcze niedawno – pod pełnym nazwiskiem – nagrywałeś solidne (na pierwszy rzut ucha) ambienty i wraz z paroma kolegami z Vancouver tworzyłeś swój "clear sky ambient funk" jako No Gold. Obecnie działasz też w producenckim duecie Pender Street Steppers. Chociaż jesteś prawdopodobnie mniej popularny od projektów takich jak Lnrdcroy, Heartbeat(s) i Project Pablo, to jednak na równi z nimi reprezentujesz muzykę ze swego miasta. Może nawet wydasz coś w 1080p?

Z Jackiem Jutsonem, bo to o tej postaci mowa, zetknąłem się po raz pierwszy w zeszłym roku. Wydał wtedy bardzo przyjemny singiel "Looking Forward To You", który, jak zresztą pozostałe jego kawałki, zdradzał jakąś względnie odrębną muzyczną wartość. Jeśli cztery wspomniane wcześniej projekty związane są z tym samym Jackiem J, a ja nie sprzedałem wam jakichś błędnych informacji personalnych, to można powiedzieć, że to producent nie tylko utalentowany, ale też nieograniczający się gatunkowo. I mogący się jeszcze do tego pochwalić wyrobionym stylem. Jak rok temu, tak i teraz Jack J celuje w dość rygorystyczny, ale lekki house, o którego charakterze stanowią melodyjny basowy riff oraz rozwarstwiony, metaliczny, czasem potykający się i zderzający się ze sobą wewnątrz swych ram bit. W "Something (On My Mind)" składnik ten funkcjonuje na przykład jak w "Midtown 120 Blues", wpajając takt po takcie jakąś niepodlegającą dyskusji prawdę o potędze repetycji, każącej mi myśleć, że jest coś głębszego w tej muzyce – podobnie jak w "Looking Forward…", chociaż więcej tam dialogu tematów, może nawet nieco minimalistycznego zacięcia. Gdzie indziej potrafi natomiast przejść w zupełnie inne tryby pracy.

Włączam nowy singiel Kanadyjczyka – stronę A. Bicik plasuje się już bliżej jakiegoś "Strandbar", a na początku podobnie "klepało" też u Theo Parrisha na American Intelligence, na którym sztywność podziałów muzyki na segmenty dawała podobnie zwartą tkankę. Pije to jednak całościowo bardziej ochoczo do Norwegów, choć wzbrania się przed kolorowymi drinkami z palemką. Do tego te zwrotki zrobociałego Bundicka i trochę zaczynam się gubić. Na stronie B, w numerze "Atmosphere", więcej jest natomiast jazzu. The Phantom mógłby się podpisać pod wstępem, co w połączeniu z muzykalnością jak u wspomnianego już Chaza czy echami podkładów Dam-Funka ("Come On Outside") składa się tu na pełnowartościową treść. Jutson wie co robi. Mógłby się pewnie inspirować Pépé Bradockiem czy Larrym Heardem, ale jego muzyka może odsyłać także w całkiem inne rejony, bo jest na tyle bogata.

Mamy więc bardzo ciekawe wydawnictwo w katalogu Future Times. Jego końcowy odbiór, jak i ocena samego Jutsona, nastąpi jednak prawdopodobnie dopiero wtedy, gdy pojawi się materiał w nieco dłuższej formie. Czy w tym, czy w innym labelu, nie ma szans, żebym ten moment przegapił.

Krzysztof Pytel    
30 czerwca 2015
BIEŻĄCE
Porcys 20.0: 20 porcyscore'owych płyt na 20-lecie serwisu
Wywiad z Young Leosią