PLAYLIST

Ifan Dafydd
"No Good"

6.0

"Is that you James Blake? Is this me?" – mógłby zapytać szeregowiec Joker ("znane dubstepy przecież"), słuchając "No Good". Wsadzenie szpili Ifanowi może nie jest najmilszym sposobem na rozpoczęcie spotkania z debiutującym w końcu producentem, ale wierzcie mi, uczciwie na nią zapracował. Zacznijmy więc, a żeby nie było tak pesymistycznie to dodajmy, że potem będę już tylko słodził.

Jak wiadomo, Internet lubi podstawiać znane postaci pod nieznane pseudonimy – wystarczy spojrzeć na sytuację z Aphexem i The Tuss. Mając ten fakt na uwadze nie dziwi specjalnie, że tuż po wybiciu się Ifana do szerszej publiczności (w czym wydatnie pomógł stary dobry Gilles Peterson) w blogosferze rozgorzała dyskusja, czy Dafydd to aby nie Blake we własnej osobie, i czy ktoś przypadkiem nie stroi sobie tutaj z nas żartów. Ostatecznie stanęło na wersji z byłym współlokatorem, który podłapał kilka trików (lub równie dobrze mógł nauczyć kilku trików Jamesa), ale prawda jest taka, że spekulacje dotyczące rzeczywistej tożsamości Ifana schodzą na dalszy plan wobec prostej konstatacji, iż czysto muzycznie "No Good" zwyczajnie JEST Jamesem Blake'iem z okresu swoich pierwszych EP-ek. Układającym harmonie ze strzępków r'n'b i prostych synthów, wypełniającym tło masywnymi pogłosami. I, gdyby ktoś pytał – tak, oszczędne 2-stepowe bity również są na swoim miejscu. Krótko mówiąc, "No Good" to epigonizm w swej najczystszej formie.

Z drugiej strony – who cares? Blake częściowo odbił od brzmienia CMYK już na wysokości Klavierwerke, trudno mówić więc o przesycie, choć wiadomo, że ramię w ramię z Mount Kimbie James narobił sobie akolitów co niemiara. "No Good" z oczywistych względów jest jak najdalej od świeżości, ale broni się jako świetne studyjne rzemiosło, z piękną jazzową frazą fortepianu powtykaną między syntetyczne klawisze i przyjemnie płynącą progresją akordów. Będąc w punkcie, w którym Blake był na wysokości CMYK (minus nowatorstwo), czyli – umówmy się – całkiem niezłym miejscu, Dafydd ma szansę rozwinąć to charakterystyczne brzmienie w kierunku zupełnie innym, być może lepszym niż jego rzekomy współlokator. Co zaś do samplowania Amy Winehouse, które przed zobaczeniem daty uploadu na Youtube niesłusznie wziąłem za rodzaj niesmacznej muzycznej nekromancji, tudzież mało celne epitafium – dobór wyciętych linijek przyprawia o ciarki na plecach. Lepiej uważajcie, żeby Ifan nie wysamplował waszych ulubionych artystów.

Marcin Sonnenberg    
31 sierpnia 2011
BIEŻĄCE
Ala|ZastaryJutro?
Zbigniew Stonoga"Uśmiechnij Się"