PLAYLIST

DJ Mustard feat. Travis Scott
"Whole Lotta Lovin'"

6.5

Sprawa jest prosta jak budowa czołgu T-55. Wyprana z własnej osobowości marionetka, zdana na łaskę i niełaskę producentów o numerze seryjnym Travis Scott łączy siły z kolesiem o tak charakterystycznym i "własnym" brzmieniu, że niektórzy zarzucają mu robienie w kółko tego samego. Choć to nadużycie, to pewnej wtórności nie można nie zauważyć. Ale tym razem sprawa ma się inaczej. "Whole Lotta Lovin'" to Mustard progresywny – kolejne motywy zmieniają się zaskakująco często, a co ważniejsze – te różnią się między sobą. Jasne w większości wykorzystują doskonale znaną nam paletę brzmień i patentów Dijona, ale całość sprawia wrażenie czegoś znacznie świeższego niż jego ostatnie produkcje, czegoś co jest głębokim wdechem i wydechem w karierze grubaska. Charakterny bas łączy się z pianinkiem noszącym znamiona totalnej suchoty i tandety, ale o dziwo efekt jest niezły, a taneczny, choć subtelny i nieprostacki drop podoba mi się znacznie bardziej niż pokrewne momenty w ostatnich dokonaniach dajmy na to Biebera. Takich produkcji ze ścisłego mainstreamu chcę słuchać.

Drugi akapit powinien być o protegowanym Westa, ale naprawdę trudno mi napisać coś ciekawego o nim – zdaje mi się jedynie dopełnieniem, aktorem drugiego planu. Choć najciekawsze są momenty, w których nie zawodzi swoim nieprzytomnym głosem i daje odetchnąć, to z drugiej strony ten nachalny autotune'owy zaśpiew, który budził we mnie początkowo niesmak utkwił mi w głowie i sam złapałem się na nuceniu go sobie pod nosem. Sam już nie wiem, ale już taki nasz durny los. Czekam na więcej.

Antoni Barszczak    
9 lutego 2016
BIEŻĄCE
Ala|ZastaryJutro?
Zbigniew Stonoga"Uśmiechnij Się"