PLAYLIST

Deer Tick
"Standing On The Threshold"

6.0

Nie od dziś wiadomo, że nachalne manifestowanie przez zespoły faktu bycia pod czyimś wpływem trąci niefajną próbą autopromocji. Problem ten spróbował chytrze rozwiązać młodziutki (czyli w moim wieku, hehe staruchy) John McCauley nagrywający alt-country pod szyldem Deer Tick. Ogłasza on bowiem na swoim Myspace wszem i wobec (całkiem poważnie), że kim jak kim, ale Bobem Dylanem to on się nie inspiruje i w ogóle to słucha jego płyt dopiero od roku. Przyznacie, że zabawny to tok rozumowania, bo domyślam się, że wnioskiem z tego wyznania ma być jeszcze (?) większy szacun dla McCauley’a. No bo gdyby się inspirował Bobem Dylanem (czy też „Bobem Dywanem” jak uparcie chce mój „autosłownik” Worda), jak wszyscy w jego szufladce, to dopiero by było! Albo inaczej: skoro nie czerpie z Dylana, a brzmi tak podobnie, to to przecież wydany na świat kilkadziesiąt lat później umysł całkowicie godny mistrza!

Choć samemu nie wsłuchuję się z nabożnością w Highway 61 Revisited i inne takie, pragnę skromnie wystosować polemikę z powyższymi wnioskami. Zresztą bez jechania po McCauley’u, bo dostępne do odsłuchu kawałki nie skłaniają do niechęci. Deer Tick przybrudza odrobinę klasyczne alt-country, gitarami jak i odpowiednio zwichniętym przez życie i tani alkohol wokalem. To go jeszcze odrobinę wyróżnia, ale dziwnym trafem równie w porządku brzmi sięgając po bardziej akustyczne klimaty – mimowolnie ginąc wówczas w porannym tłoku naśladowców wymienionego wyżej Boba De. Miłe to, tak, acz trochę bardziej zajmujące rzeczy w tym stylu nagrywał jeszcze kilka lat temu M. Ward, który notabene wystąpił pół roku temu u boku Nory Jones (w jednym kawałku) na festiwalu w ... Sopocie. Obawiam się, że jeśli jakimś cudem dane będzie tam również zagościć kiedyś Deer Tickowi, to nawet płomiennymi odezwami porównaniom do Dylana w telewizyjnych zajawkach się nie wywinie.

Jędrzej Michalak    
4 stycznia 2008
BIEŻĄCE
Ala|ZastaryJutro?
Zbigniew Stonoga"Uśmiechnij Się"